Początki zaduszek jazzowych sięgają pierwszej połowy lat 50-tych. W tych latach, jazz jako muzyka była wroga ideologicznie, przez tamtejsze władze była zakazana. Muzycy zbierali się potajemnie w domach i grali dla wybranych słuchaczy. W czasie zaduszek takie spotkania odbywały się w Krakowie, gdzie przybywali muzycy tworzący historię rodzimego jazzu. Na fali odwilżu jazz wyszedł z „podziemi” i odtąd zaduszki jazzowe odbywają się cyklicznie co roku i są poświęcone pamięci zmarłych muzyków.
W tym roku, brzozowscy jazzmani uczcili pamięć nieżyjących muzyków, którzy wywarli wpływ na całe pokolenia oraz wspominali przyjaciół z którymi mieli przyjemność grać m. in.: Henryka Majewskiego - wybitnego trębacza, Tomasza Szukalskiego - polskiego saksofonistę, Eugeniusza Wojtonia - klawiszowca, członka dixielandowego zespołu Zygi Jazz Band, Jarosława Śmietanę – gitarzystę, kompozytora, aranżera oraz Andrzeja Zauchę.
Jazzowi fani zgromadzeni w „Galerii na Strychu” brzozowskiego domu kultury wysłuchali podczas koncertu kilkunastu utworów wśród nich: „Rosemary Baby” - muzykę z filmu Romana Polańskiego której kompozytorem jest Krzysztof Komeda-Trzciński, „Love Is Here to Stay" - Georgea Gershwina, „Atumn Leaves” - Josepha Kosmy czy „So What” - Milesa Davisa.
Czwartkowy koncert na długo pozostanie w pamięci uczestników, jest dowodem na to, że wysoka kultura w Brzozowie nie umarła, ma się dobrze i tętni życiem.











