Dzisiaj jest: 11.7.2026, imieniny: Benedykta, Kariny, Olgi

Moje dwa „Erasmusy”

Dodano: 10 lat temu
Redakcja poleca!
Moje dwa „Erasmusy”
fot.: Jolanta Kozdrowska

Z oferty programu Erasmus miałam możliwość skorzystać dwa razy. Najpierw wybrałam się na dwumiesięczne praktyki do Wiednia, a potem, w semestrze zimowym 2015/2016, wyjechałam na studia do Merseburga. Czy było warto?

Decyzja

O możliwości odbycia praktyk za granicą dowiedziałam się z postu na Facebooku. Skontaktowałam się z Biurem Promocji i Współpracy naszej uczelni, z którego otrzymałam dalsze informacje na temat wyjazdu do Austrii. Pojechałam na dwa miesiące do Wiednia, gdzie odbyłam praktyki w polskim magazynie „Polonika”. Głównym powodem wyjazdu była chęć sprawdzenia się w obcym kraju i mieście, a możliwość wzbogacenia CV też odegrała sporą rolę. Zanim udałam się do Wiednia, dostałam informację o możliwości studiowania przez jeden semestr w Portugalii, Turcji bądź w Hochschule Merseburg w Niemczech. Wybór ostatniego z wymienionych krajów wydawał mi się logiczny: znam język niemiecki, a Niemcy są znacznie bliżej Polski niż pozostałe państwa.

Przyjazd

Etap przygotowań do wyjazdu to nie tylko podpisanie dokumentów. Zanim wyjechałam do Austrii, odpowiednio wcześnie założyłam konto walutowe, znalazłam pokój i załatwiłam przejazd. To doświadczenie przydało mi się przy wyjeździe do Niemiec. Nie czułam się niepewnie, miałam wyobrażenie, jak będzie wyglądać mój przyjazd i pobyt w Merseburgu. Jednak okazało się, że nowe miejsce zawsze może czymś zaskoczyć. W Merseburgu przywitał mnie jeden ze studentów, z którym wcześniej kontaktowałam się mailowo. Oprowadził po mieszkaniu i oddał klucze do pokoju. Najważniejszy dla mnie był dostęp do internetu, który miał być wliczony w cenę mieszkania – na miejscu okazało się jednak, że trzeba dokupić router. Kolejnym zaskoczeniem było to, że już na drugi dzień po przyjeździe miałam wpłacić pieniądze za pierwszy miesiąc wynajmowania pokoju, razem z kaucją. Dlatego dobrze, że miałam ze sobą gotówkę, bo na stypendium z Erasmusa musiałam chwilę poczekać.

W kolejnych dniach jeden ze studentów odpowiedzialnych za pomoc osobom spoza Niemiec zaprowadził mnie do biura językowego dla studentów zagranicznych w Hochschule Merseburg. Panie w sekretariacie od samego początku były pomocne i udzielały wszelkich informacji, w języku angielskim i niemieckim, na pytania dotyczące zajęć.

Zajęcia

To, co mi się najbardziej podobało w niemieckiej uczelni, to właśnie różnorodne, interesujące przedmioty. Plan zajęć miałam ustalony jeszcze zanim przyjechałam do Merseburga, ale dopiero na miejscu dowiedziałam się, że z niektórych muszę zrezygnować, ponieważ nie są organizowane w semestrze zimowym. Wybrałam w zamian między innymi takie kursy, jak teatr, fotografia, a nawet… szkicowanie aktów. Zauważyłam, że nauczyciele kładą nacisk na pracę w grupach i jeśli studenci robią prezentację, nigdy nie jest to tylko pokazywanie slajdów. Nie ma monologu, studenci rozmawiają ze sobą, wyrażają opinie o prezentowanym temacie, aktywnie uczestniczą w każdych zajęciach i zadają dużo pytań. Pod koniec zajęć nauczyciele proszą o tak zwany feedback, czyli informację o tym, co się podobało w wykładzie, co można by zmienić, ewentualnie zadają pytania i prowadzą dyskusję ze studentami.

Szczególnie do gustu przypadły mi zajęcia z teatru. Polegały na różnych ćwiczeniach, odgrywaniu ról, grach słownych i wykorzystaniu przestrzeni. Innym kompletnie nowym dla mnie doświadczeniem było szkicowanie aktów. Nie spodziewałam się, że zwykli studenci będą pozować nago na scenie, więc na pierwszej lekcji rysunku doznałam lekkiego szoku.

Nowe dla mnie było to, że na zakończenie zajęć uczniowie stukają zaciśniętą pięścią w ławkę. Zapytałam, o co chodzi z tym stukaniem w ławki, i dowiedziałam się, że zamiast żegnać się z każdym po kolei, żegnają się przez owo stukanie. W ofercie zajęć dodatkowych uczelni są różne programy sportowe, między innymi fitness, zumba, karate, kickboxing i wiele innych. Zaletą uczelni jest to, że studenci zagraniczni mają możliwość uczestniczenia w nich bez opłat, mają także darmowy wstęp na siłownię.

Życie studenckie

Mogłabym jeszcze wiele napisać o tym, jak wyglądały zajęcia, ale nie samą nauką żyje student. Oprócz obowiązkowych wykładów dla studentów „z wymiany” organizowane są wycieczki i imprezy. Koszty wycieczek są niewielkie, a przy tym można zwiedzić sporą część Niemiec. Najmilej wspominam dwudniowy pobyt w Dreźnie i zwiedzanie twierdzy Augusta Mocnego w Königstein.

Życie studenckie toczy się również w klubach zlokalizowanych na terenie uczelni. Nie są one jednak duże i często wielu studentów samodzielnie organizuje imprezy, grille bądź wyjeżdża do większych miast, takich jak Lipsk czy Berlin. Merseburg jest dla wielu za spokojny, nie ma takiego zróżnicowania. Jak dla mnie, to w tej miejscowości jest większa różnorodność niż w większych miastach w naszym kraju, gdyż mieszkają tu ludzie pochodzący z wielu państw. Nigdy też, wychodząc wieczorem, nie zostałam przez nikogo zaczepiona, co w Polsce niestety wielokrotnie mi się zdarzało podczas wieczornego powrotu z uczelni.

Co mi dał wyjazd na Erasmusa?

Dzięki odbyciu praktyk w Austrii i studiowaniu przez jeden semestr w Niemczech stałam się bardziej otwarta na osoby pochodzące z innych krajów. Wstyd się przyznać, ale na początku nie byłam w stanie odróżnić osób narodowości chińskiej od siebie, po pobycie w Merseburgu nie mam z tym więcej problemu. Poznałam ludzi z wielu państw, ich kultury, języki i… kuchnię. Miałam możliwość eksperymentowania z jedzeniem, spróbować dań według przepisów między innymi z Etiopii, Somalii, Turcji, Chin, Niemiec, Austrii.

U siebie zauważyłam poprawę znajomości języka niemieckiego i angielskiego. Zyskałam większą pewność siebie, pozbyłam się całkowicie obaw przed samodzielnym podróżowaniem do innych krajów. Miałam możliwość zwiedzenia Wiednia i paru innych miast w Niemczech. Co najważniejsze, wyjazd w ramach programu Erasmus pozwolił mi sprawdzić siebie w różnych sytuacjach.

Gdybym miała możliwość kolejny raz wyjechać w ramach Erasmusa, na pewno bym skorzystała. Żeby nie było, że piszę o samych zaletach: nie polecałabym wyjazdu na Erasmusa osobom nieznającym języka angielskiego na poziomie komunikatywnym. Ale każdemu, kto zna język obcy, wyjazd i udział w tym programie bardzo polecam – zostaną cenne doświadczenia, miłe wspomnienia i przyjaźnie na całe życie.

Artykuł ukazał się w numerze 1-2(29-30)/2016 Magazynu Studentów PWSZ w Sanoku „Ob.Sesja”, redagowanego przez studentów kierunku NOWE MEDIA, REKLAMA, KULTURA WSPÓŁCZESNA. Wersja elektroniczna dostępna pod adresem: http://www.pwsz-sanok.edu.pl/zycie-studenckie/obsesja/